sobota, 1 sierpnia 2015

Miłość

Zanim zaczniecie czytać, gorąco proszę, odpalcie Bruno.


W dzisiejszych czasach rządzonych przez pieniądz, chęć władzy, zazdrość, hipokryzję i bylejakość tkwimy w związkach , które dają nam złudne poczucie spełnienia. Jesteśmy bylejacy i w takie związki się wplątujemy. Bez pasji, bez polotu, bez oddania, lub z oddaniem jednej strony, bez elementu zaskoczenia nawet po kilku latach. Pewnie ktoś powie 'OK, ale taka jest kolej rzeczy. Euforia jest na początku, później już przyzwyczajenie'. Ponieważ na wszystko patrzę z innej strony, miłość też mi zaprząta myśli. Trochę już przeżyłam, trochę widziałam, co nieco wiem. I widzę, że ludzie nie wyznaczają sobie standardów. Nie znają siebie samych i nie potrafią jasno powiedzieć kogo chcieliby mieć w swoim życiu. Zazwyczaj wszystko sprowadza się do seksu. Faceci nie szanują kobiet, kobiety nie szanują siebie i facetów. Wszystko jest powierzchowne, nijakie, nie ma żadnej głębi, pasji. 'Partnerzy' się nie znają, nie wiedzą o czym marzy to drugie, nie znają przyjaciół, rodzin. Nadużywają słowa 'kocham', nadużywają wyznań miłości, krzywdzą, nie zdając sobie z tego sprawy. Nie wiedzą, że kiedy decydują się na związek przejmują pewną część odpowiedzialności za tą drugą osobę na siebie. Nie umieją rozmawiać, mówić otwarcie o swoich uczuciach, potrzebach, obawach, troskach, boją się odrzucenia. 


Rozmawiałam ze znajomą. Żali mi się któryś raz z kolei, jak jej źle w związku. Pytam dlaczego więc się nie rozstaną. I dostaję standardową odpowiedź 'No ale już tyle lat z nim jestem. A co jeśli nie znajdę nikogo? Nie chcę być sama'. Ludzie wolą tkwić w toksycznych związkach, w nieszczęściu, niż poświęcić coś co nie jest dla nich dobre dla czegoś wyjątkowego. Cóż, przyznaję, sama tkwiłam w takim związku. 5 lat. Czy żałuję? Nie. Ponieważ to była ogromna lekcja dla mnie. Dużo dowiedziałam się o sobie, o związkach, o przynależności, o szczęściu, o relacjach. Teraz wiem czego chcę, wiem kogo chcę i nie zadowolę się kimkolwiek. Wiem też, że jestem nazywana panną wybredną, słyszałam komentarze, że ideały nie istnieją, i w końcu że zostanę starą panną. Nikt nie jest idealny, doskonale to wiem. Chodzi jednak o to, by zachować swoje standardy. Czy mam poświęcić to o czym marzę tylko ze względu na strach przed samotnością? No way! Tutaj jeszcze wchodzi w grę coś takiego jak nastawienie, jak wizja. 
Opowiem Wam historię.
Znam dziewczynę, mniej więcej w moim wieku. Długodystansowa singielka. Była nawet podobna do mnie. Nie lubiła bylejakości. Zlewała każdego faceta po pierwszym spotkaniu. Miała bardzo wygórowane wymagania. Dużo marzyła. Miała również swoją wizję tego wymarzonego. Nie wyczekiwała, nie pytała ciągle losu kiedy on nadejdzie. I spotkała go. Nie idealizowała. Miał wszystkie cechy, o których marzyła. Ponieważ marzyła bardzo dokładnie, spełniła się również cała wizja otoczki, jak to gdzie mieszkał, jak kwestie rodzinne. Była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Dostała to czego pragnęła.


Jest doskonałym przykładem na to, że możemy sobie coś wyśnić. Że opowieści o księciu z bajki to nie brednie. Więc jeśli marzycie o miłości, prawdziwej miłości, miłości z kimś, kto będzie waszym wyśnionym czy wyśnioną, nie decydujcie się na związki, na cokolwiek, na nijakość po to tylko by nie być samotnym. Nie rezygnujcie z siebie dla kogoś. Z własnych marzeń. Bo jeśli on lub ona tego oczekuje to znaczy, że nie jest Was wart.
Osobiście uważam, że lepiej tęsknić za kimś kto się pojawi, niż za kimś kto jest obok.




2 komentarze:

  1. W wielu kwestiach masz absolutną rację. Ludzie zbyt pochopnie wchodzą w związki, zapominając, że tak naprawdę niesie to ze sobą bardzo duże konsekwencje. Można sobie powtarzać "Jak będzie źle, to się rozstaniemy. Najwyżej!", ale to nie prawda, bo obok nas jest osoba, dla której być może jesteśmy wszystkim... Stawiamy pieniądze, wygodę i rzeczy materialne ponad nasze emocje. Znam przypadek kobiety, która rozwiodła się ze swoim mężem przez jego pracę: dostał lepszą w innym mieście, ona nie chciała się wyprowadzać z miasta. Nie wierzę, że można kogoś kochać i nie poświęcić dla kogoś lepszej pracy/mieszkania. Znam też dużo dziewczyn, które są uwikłane w związki, w których nie są szczęśliwe, ale zamiast się rozstać... szukają alternatywy. Chcą się zabezpieczyć, że na pewno nie zostaną same. Nie zerwą dopóki nie znajdą sobie zastępstwa. Bardzo, bardzo smutne, tym bardziej, że to wszystko dzieje się kosztem drugiej osoby.
    Marzenia są ważne, nasze własne ideały również, choć ja dostrzegam w nich również pewne niebezpieczeństwo. Co jeśli wymarzyłaś sobie przystojnego blondyna o czarującym uśmiechu, absolwencie architektury, a obok Ciebie nieśmiało stoi wspaniały brunet po medycynie? Można marzyć, ale zawężanie obiektów swoich marzeń naraża na stracone szanse. Takie jest moje zdanie :) Ja znalazłam swój absolutny ideał, mimo że go nie szukałam, nie wyobrażałam go sobie przed snem. Byłam po prostu otwarta na jego pojawienie się. Nie od razu wiedziałam, że to on, ale z każdym dniem mocniej udowadnia mi, że tak właśnie jest. Oczywiście to moja definicja i moje życie, Ty możesz nim dysponować jak chcesz. Życzę Ci dużo szczęścia i wytrwałości, cieszę się, że są na tym świecie ludzie, którzy nie pochodzą tak lekko do kwestii uczuć i związków :)

    Pozdrawiam,
    http://niestworzone-rzeczy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście masz rację. Nie ograniczam się do obiektów moich marzeń. Miałam na celu uzmysłowienie tym wszystkim, którzy tkwią w nieszczęśliwych związkach, że może spotkać ich coś lepszego, coś wspaniałego. Nie próbuję nikogo przekonać do moich standardów. Daję narzędzia. A Twój komentarz idealnie uzupełnił mój post :-) dzięki!
      Peace and love

      Usuń